Rowerzysta postrzegany jest przez kierowców jako zawalidroga który jeśli akurat nie jest pijany, to z pewnością nie ma świateł, a z przepisami jest na bakier, ci z kolei w kierowcach widzą znerwicowanych szaleńców, wyprzedzających na trzeciego byleby tylko zyskać te 0,4 sekundy, na tym zakręcie. Kto ma racje? Bądź czyja racja jest bardziej mojsza niż twojsza?
Przepytałem podczas swoich codziennych wyjazdów kilku rowerzystów, a także rodzinę i znajomych, z nieznajomym kierowcą porozmawiałem tylko raz, nie chciałem wpływać na opinie tym że respondent rozmawia z osobą na rowerze o jej zachowaniu wobec cyklistów.
(Na rodzinę i znajomych pewnie miałem podobny wpływ, ale to już trudno).
Dodatkowo muszę zaznaczyć że „obszar badań”, jak sobie to szumnie nazwałem nie obejmuje centr wielkich miast, a jedynie trasy wiodące do takowych, obszary i tereny miast mniejszych, dróg co najwyżej wojewódzkich.
Wyszedł mi całkiem długi tekst, mimo to zachęcam
Przeklęte dwa kółka!

Jego wina!
Zacznijmy może od zdania kierowców, co ich najbardziej denerwuje w rowerzystach? Na to pytanie, koleżanka Edyta Urbaniec, znana już czytelnikom Turystycznej z poprzednich wypraw,
odpowiada że „Wszystko!!! Nie lubię rowerzystów gdy jeżdżę autem”. Po chwili dodaje jednak, że są różni rowerzyści, mniejszy gniew spada na tych którzy jeżdżą szybciej, i nie mają tego pecha jechać wąską ulicą na której trudno wyprzedzać.
Zbyt powolna, niepewna jazda, „typ babci” na rowerze, brak świateł czy też pijani rowerzyści to najczęściej powtarzające się grzechy, wśród tych wymienianych przez kierowców. Kamil Jędryszek uważa że „Ogólnie to rowerzyści mnie nie denerwują jeżeli jeżdżą tak jak mają jeździć, zdarzają się takie święte krowy np. jedzie sobie starsza para na rowerkach obok siebie i dyskutują, takie to najbardziej wkurza”.
Tutaj muszę dodać że Kamil jest niegdysiejszym członkiem Stowarzyszenia Pana Rowera, cechowały go nienaganny styl prowadzenia jednośladu, i bezinteresowna troska o bezpieczeństwo jazdy swojej i swoich kompanów. Teraz gdy siadł za kierownicą potrafi wczuć się w rolę osoby na rowerze, dlatego też nie lekceważy ich. Podobnie wobec rowerowych użytkowników dróg zachowuję się kierowcy którzy od czasu do czasu lubią popedałować dla sportu.
Wspomniałem już wyżej o braku świateł, ten mankament może się skończyć tragicznie dla obu stron. Blisko 3/4 pytanych osób narzeka na brak świateł, odblaski na pedałach niby odbijają światło, jednak często za słabo, tych na kołach nie widać jadąc za rowerzystą, absolutnym minimum na drodze w nocy, jest czerwone światełko z tyłu roweru, migające dodatkowo zwiększy naszą widoczność. Zwykłemu zjadaczowi chleba nie potrzeba halogenów za 100zł, szczególnie jeśli jeździ w dzień, a o wieczory zahacza tylko w przypadku spóźnienia. Oczywiście nie zachęcam do jazdy tylko z tym jednym elementem oświetlenia, jednak wypadałoby je mieć biorąc pod uwagę cenę jak i własne bezpieczeństwo (w miarę dobre, kupimy za 6 zł).
Nieznajomość przepisów równie ważna, jeśli nie bardziej od oświetlenia. Widok rowerzysty nie znającego, bądź nie stosującego się do przepisów nie jest niczym szczególnym, najczęściej chodzi o zakręty w lewo. Kierowcy narzekają na zbyt późne wystawienie ręki i wykonanie manewru, bądź całkowite zignorowanie „kierunkowskazu” i skręcania prosto z prawej krawędzi na lewą bez zjeżdżania do osi jezdni. To jest chyba jeden z najpoważniejszych problemów, inne znaki czy przepisy rzadko traktują o rowerach, zakaz jazdy rowerem czy ścieżkę rozpozna każdy.
Następni to pijaczkowie, ich nieodłącznym elementem jest reklamówka z butelkami i wiekowa Ukraina, z rozmowy z rodzicami wiem iż taki osobnik spowodował ich wypadek, jadąc drogą w pewnym momencie zatrzymał się, i padł jak jak stał na środek drogi. Są najmniej przewidywalni, a co za tym idzie najniebezpieczniejsi.
Podczas moich rozmów nie spotkałem nikogo kto przejawiałby skrajną nienawiść do cyklistów, wszak była to niezbyt liczna grupa na którą mogłem sobie pozwolić biorąc pod uwagę prestiż miejsca publikacji tego tekstu, niemniej jednak w Internecie można spotkać osoby należące do skrajnej partii „antyrowerowej” którzy sugerują że rowerzystów w ogóle nie powinno być na drogach, a jedynie na chodnikach (gdzie jest to aktualnie zabronione*), że jeśli nie stać ich na auto to niech kupią motocykl (na motory i skutery narzeka więcej osób) bądź jeżdżą autobusami, czy wysuwają stwierdzenia że jak rowerzysta zagradza drogę „to zawsze rzucam go czymś co mam w samochodzie pod ręką”. Dobrze że osoby te znalazły swoją opozycje, która dosyć trafnymi argumentami pokonała ich w słownej batalii (w moim przekonaniu, gdyż na końcu użyli jedynego niepodważalnego komentarza „bo tak).
* Weszło rozporządzenie które zezwala na jazdę po chodnikach w czasie deszczów, ogólnie złych warunków atmosferycznych takich jak śnieg, gołoledź czy inne różne jesienno-zimowe paskudztwa.
Znowu ten #%&^@!

Rowerzysta! Brać go!
Jest też druga strona medalu, co sądzą rowerzyści kierowcach? Tutaj sytuacja przedstawia się gorzej, w przypadku rozmów z kierowcami mogli się przyczepić co najwyżej jednostek, rowerzyści mają im do zarzucenia sporo więcej. Na pewno bierze się to z faktu liczby obu pojazdów na drogach, gdy kierowca podczas swojej porannej trasy do pracy minie jednego czy dwóch cyklistów, istnieje małe prawdopodobieństwo że akurat któregoś z nich cechują wymieniane wyżej wady. Z kolei gdy rowerzysta pokonuje tą samą trasę ulicą, mija go mnóstwo samochodów i trafienie na delikwenta nie jest niczym nadzwyczajnym.
Dosiadających jednośladów wśród moich rozmówców było więcej, dodatkowo będę się tutaj wypowiadał jako jeden z nich, mimo tego że jestem z nimi duchem, nie będę przyjmował subiektywnej postawy.
Największym problemem jest zbyt bliskie wyprzedzanie, często przy nadmiernej prędkości. Samochody mijające się w taki sposób nie odczują tego w takim stopniu, gdyż każde z nich ma odpowiednią masę by nie dać się „zdmuchnąć” z drogi (choć kierowcy większych aut czasem mogą odczuć i takie zjawisko przy przejeżdżających tirach). Choć takie zdmuchnięcie z jezdni jest czymś rzadszym, co nie znaczy że nie występuje.
Pojawia się tu bardziej interesujące zjawisko, które sam przyuważyłem. A mianowicie, wiele osób (szczególnie starszych) jeździ skrajem jezdni minimalnie balansując na granicy drogi i pobocza, robi to po to by samochody nie mijały ich tak blisko, nie dzieję się tak gdyż kierowca widząc więcej miejsca będzie starał się wyprzedzić nawet gdy zna przeciwka nadjeżdża inny pojazd, i mamy takie błędne koło, im bardziej babcie jadą skrajem drogi, tym kierowcy częściej i bliżej je wyprzedzają, a im częściej to robią, to tym większym skrajem babcie jadą. Dodatkowo swoje robi stan dróg, a pobocza jezdni są najbardziej zniszczonymi fragmentami drogi.
Z własnego doświadczenia wiem, że lepiej jest jechać dalej od krawężnika, a w pewnych momentach (na szczególnie wąskich drogach), zablokować możliwość wyprzedzania poprzez zjechanie delikatnie w kierunku środka jezdni, by uniknąć wyprzedzenia przy nadjeżdżającym zna przeciwka samochodzie. Oczywiście trzeba zachować przy tym odpowiednio wysoką prędkość, a manewr przeprowadzić zawczasu by kierowca za nami mógł wyhamować. Podobną „taktykę” można stosować przy wjeździe na rondo, bądź skrzyżowania gdzie są pasy ruchu o różnych kierunkach. Zalecane dla tych, którzy pewnie czują się na rowerze.
Trąbienie na rowerzystów mimo że jest dozwolone (by zasygnalizować manewr wyprzedzania), to najczęściej powoduje niekontrolowany zwrot kierownicą w stronę dźwięku, u osób bardziej obytych z rowerem drgnie ręka, ale i tak zachwieje rowerem, inni mogą wjechać pod koła gorliwym wyznawcom kodeksu.
Dla bardziej zaawansowanych rowerzystów, solą w oku jest fakt że kierowcy lekceważą rowerzystów, i to takich którzy jak najbardziej są normalnymi uczestnikami ruchu. Nie rzadko zdarza mi się sytuacja w której mam pierwszeństwo musiał hamować bo najprawdopodobniej jestem tylko rowerem, a nie równorzędnym samochodem. Sytuacja w której kierowca wyprzedza rower, po czym hamuje i skręca zmuszając sekundę wcześniej wyprzedzanego do zatrzymania się, gdzie tu jest logika? Ciężko też przychodzi kierowcom określenie prędkości rowerzysty, czego przykładem są te dwie sytuacje.

Kopenhaga
Mam też taką ciekawą anegdotkę z moją własną osobą w roli głównej. Na drodze z Oświęcimia w kierunku Pław jest skrzyżowanie które ma pierwszeństwo inne niż prosta droga, dodam że jest to miejsce gdzie ten przepis jest nagminnie łamany. Pewnego razu ustąpiłem pierwszeństwa „elce” na tym skrzyżowaniu gdzie miałem pierwszeństwo (zatrzymałem się dlatego że z tamtej strony może być niewidoczna), owa elka również mi ustąpiła zgodnie ze znakami. Gdy kursant zrównał się już ze mną za skrzyżowaniem, instruktor przez otwarte okno spytał się mnie ironicznie (tak to odczułem):
- Po co kolega nas tam przepuszczał? Nie wie kolega że było tam pierwszeństwo?
Odpowiedziałem mu (możecie kiedyś cytować)
- Co mi przyjdzie z faktu że miałem racje jak nie będę żył?
Wytłumaczyłem mu później jak tutaj przestrzegany jest ten znak, to przyznał mi rację jednak.
Nawiązując do anegdotki, wiele samochodów nie przestrzega zasad gdy w pobliżu jest tylko rower, gdyż najprawdopodobniej nie spowoduje on dużych strat materialnych, co innego TIR czy większy samochód. Takie zachowanie wobec rowerzystów może powodować sytuacje w których „babcie” nie skręcają normalnie na skrzyżowaniach, a zsiadają i przeprowadzają rower z obawy o potrącenie podjeżdżając do osi jezdni, bądź przejeżdżając przez oba pasy ruchu.
Zastanowiłem się też na tym, jakich typów samochodów muszą bać się najbardziej rowerzyści. Może zacznę od tych który bać musimy się najmniej, są to zachodni kierowcy, taki Francuz czy Włoch nie wyprzedzi cię na wąskiej drodze, poczeka te kilka sekund. Zazwyczaj robię takiemu przysługę i zjeżdżam do krawędzi bardziej niż normalnie aby mógł sobie spokojnie przejechać, tylko przyklasnąć takiemu zachowaniu.
Kierowcy TIR i różnej maści ciężarówek, tutaj nie mam jednego wyrobionego zdania, są różni kierowcy, niektórzy zachowują naprawdę przyzwoite odległości przy wyprzedzaniu, podobnie jak wyżej, gdy widzę że jedzie za mną taka ciężarówka, a nie chce wyprzedzać mnie na chama, to również mu ustępuje zjeżdżając na pobocze, niektórzy nawet podziękują. Inni zaś wykorzystują swoją masę wielkość przy wyprzedzaniu samochodów, to co będą się przejmować rowerem.
Podobną opinię mają u mnie autobusy, nie wiem dlaczego u nich takie zacięcie na rowerzystów, może to że mogą być już spóźnieni? Złe wrażenie robią też chłopaki w tuningowanych golfach czy beemach z ostrą umcą, ci też zazwyczaj nie patrzy na cyklistów, gdyż on tutaj jest panem szosy.
Wyszło nam że…

Round one. Fight!
Kto zatem ma przewagę w argumentach? Myślę że obie strony mają wiele na sumieniu, a stosunek liczby samochodów do rowerów może przechylać szalę na stronę tych drugich. Obie strony również wyolbrzymiają fakty pod wpływem emocji, bądź zmieniają zdanie o danej grupie przez jednego, nazwijmy to prosto, idiotę, który zepsuje wizerunek, jednej z nich, jakimś wyjątkowo niebezpiecznym bądź chamskim posunięciem. A osoby które dbają o wizerunek swojej grupy cierpią na tym najbardziej, gdyż to nie z ich winy są wyzywani.
Chciałbym na koniec zwrócić uwagę na kulturę jazdy w Polsce, zdjęcie z mnóstwem rowerów zostało zrobione w Kopenhadze, która jest prawdziwą mekką rowerowców, dodatkowy pas tylko dla rowerów, umiejętnie skonstruowane skrzyżowania które pozwalają często na bezkolizyjną jazdę, mnóstwo stojaków na rowery (nie ma sytuacji w której nie ma gdzie swojego skarbu zostawić), i wypożyczalnie rowerów za 20 koron, które działają na tej samej zasadzie co wózki sklepowe. Tam rower i samochód współistnieją w harmonii niczym Ład i Chaos w opowieści Vatrasa. O innych miastach słynących z rowerów się nie wypowiadam, ponieważ jak na razie byłem jedynie w Kopenhadze
W Polsce myślę taki stan rzeczy jest na razie nie do pomyślenia, nie tylko ze względów finansowych, choć mam nadzieję że wszystko idzie w dobrym kierunku, a co niektóre miasta mocno inwestują w infrastrukturę rowerową.
Polecam zapoznać się z zagadnieniem Masa Krytyczna (Critical mass).
Polska wiki
Angielska wiki
Zapytanie w Google dla leniwych
Podziękowania dla wszystkich tych, znanych i nie znanych z imienia, którzy przyczynili się do stworzenia tego artykułu.
Zapraszam do komentowania tekstu.
Konrad Lech