Travenalia 2011
Odwiedziłem jakiś czas temu festiwal podróżniczy, a konkretnie krakowskie Travenalia, festiwal młody, bo to dopiero ich druga edycja , jednak zaskoczony jestem pozytywnie organizacją, gośćmi i turystyczną atmosferą. Impreza odbyła się w UJowskim Auditorium Maxium, sala mogąca pomieścić ponad tysiąc osób nie była całkowicie zapełniona, po zdjęciach z poprzedniego roku można zobaczyć że frekwencja była niższa. Mnie to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, przynajmniej nie trzeba było troszczyć się specjalnie o to czy ktoś nie zajmie nam ukradkiem miejsca podczas naszej wizyty w toalecie.
Jako że mogę i chcę, i z powodu że dawno nic nie było, opiszę pokrótce (no dobra, co ciekawsze osoby dostaną więcej miejsca) co się tam działo i dlaczego warto wybrać się na przyszłoroczną edycję.
Pierwszym który opowiadał o swoich przygodach był jegomość o swojsko brzmiącym imieniu Bartolomeo. Ów wybrał sobie za cel podróże z misją. Misją tą jest uśmiech, jest on propagatorem uśmiechu i wszystkiego co z nim związane. Podróżował głównie autostopem uśmiechem zdobywając sobie gościnę i towarzystwo, tak był np. w Brazylii, albo na Bali w Indonezji, pełen podziw. Jego wyprawy skoncentrowane są typowo na ludziach, trochę inaczej niż w moim przypadku, bo mimo że cenię sobie nowe znajomości, to nie są oni moim celem. Następnym punktem imprezy była relacja z Australii. Nie lubię Australii. I gościu w sumie nic ciekawego nie pokazał, wiadomo że widoczki ładne ale to wszystko. Następna prezentacja, na pewno lepsza niż ta australijska, taka bliższa ludzi, nie coś w stylu: 1) Miej kase / sponsora 2) Jedź
Była to wyprawa na Syberię nad jezioro Bajkał o której opowiadała pani Anna Grebieniow. Ta bardzo sympatyczna osoba przemierzała skuty lodem Bajkał, śpiąc na środku jeziora, robiąc sobie herbatę z lodu i łowiąc ryby w przeręblu, do tego gościnni Rosjanie nie pozwalali jej nie spożywać ich napojów narodowych za każdym razem gdy ją gościli. I tutaj muszę wtrącić, bo taka naprędce sklecona Syberia może nie wydawać się wielce imponująca w porównaniu z dokonaniami innych osób które przestawiały swoje trudne, miesięczne wyprawy do Nowej Gwinei czy Kolumbii i Ekwadoru. Ale… niektórzy ludzie nie potrafią po prostu opowiadać, a tym bardziej z przekonaniem. „O byłem tu, byłem tam, to fajna góra, a tutaj szkoła.” Na co mi wiedzieć że ta góra jest jaka jest jeśli nie ma z nią powiązanej żadnej szczególnej historii. Pani Anna nawet z parzenia herbaty potrafiła wydobyć zabawną historię, którą pamiętam dokładniej niż cośtam od gościa z Kolumbii.
Pangaea Expedition od Mike Horna – tutaj relację swoją przedstawiała młoda dziewczyna, Zuzanna. Piszę o tym projekcie z nie byle powodu, byłem kiedyś o włos od dostania się na kwartalny rejs, nie dostałem się przez moją starość. Projekt ma na celu propagowanie ekologicznego podejścia do świata, siły przyrody, szacunek i takie tam, przyjmują od 15-20 lat, ekspedycja zaczynała się w styczniu roku w którym w lutym osiągałem wiek 20 lat. Było minęło (żartowałem, ciągle jestem zły), tak samo jak Szkoła pod Żaglami kapitana Baranowskiego, była jak mnie nie było na świecie, potem zlikwidowali a jak już byłem za stary to wznowili. Chuje.
W tamtym roku, znaczy w 2010, żeby nie było pomyłek, gwoździem programu była Beata Pawlikowska, podróżniczka, pisarka, dziennikarka radiowa (polecam niedzielny „Świat według blondynki w Radiu ZET). W tym roku (czyli 2011) gwiazdą (każdy mógł mieć inną) była Marta Sziłatis-Obiegło, polska żeglarka która w wieku 23 wyruszyła na samotny rejs dookoła świata na Mantrze 28, z możliwością zawijania do portów, co nie umniejsza jej wyczynowi. Tak sobie pomyślałem, że został mi tylko rok do jej wyczyny, co oznacza, że nie osiągnę tego samego
Z początku co prawda dostaliśmy lekcję geografii co gdzie leży, ale nie trwała ona długo i nie zawiodłem się. Z dużym dystansem potrafiła opisywać sytuacje w których gafą gafę zastępowała. Dzięki temu że schodziła na ląd mogła opowiedzieć ile świń warta jest gruba kobieta na Tonga albo na ile sposobów można zabić rybę nie używając noża. Część z tego co mówiła wiedziałem z jej strony internetowej którą czytałem w miarę na bieżąco, strona ta była o tyle ciekawa że można było sprawdzać sobie aktualne położenie jachtu. Szkoda jednak że nie udało mi się porozmawiać z panią Martą, akurat wychodziła z budynku gdy ja wychodziłem z kończącego się pokazu. Mógłbym się popytać o to i owo, pogratulować i życzyć dalszych sukcesów. Niby było później jakieś spotkanie w kawiarni, ale dla mnie było to już za późno (pociąg i te sprawy).
Podczas całej imprezy w holu można było kupić książki, mapy, zapisać się na kursy wszelakie jak i wrzucić karteczkę ze swoim imieniem do specjalnej skrzyni. Co z nią? Ano pod koniec pierwszego dnia została wylosowana osoba (prawie ja) która dostała bilet lotniczy gdziekolwiek, no gdziekolwiek lata Air France, a że ci latają prawie wszędzie więc jest w czym wybierać. Ameryka Południowa jest chyba na topie, ponieważ jak i zeszłoroczna jak i tegoroczna wybrały to miejsce na swoją podróż, dotychczasowego, życia.
Teraz na pewno częściej będę przeglądał kalendaria miast różnorakich w poszukiwaniu tego typu imprez. Mając wolny weekend, jest to lepsza alternatywa na spędzenie go niż weekend na midzie.
Galeria (jestem na jednym
Zdjęć nie robiłem, znaczy robiłem ale umiejętności i sprzęt nieodpowiednie
